Kler – ludzka historia

Kler - ludzka historiaKsięża zjadający dzieci, prostytutki, narkotyki i marnotrawienie pieniędzy wiernych. Tego się spodziewałam po najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego – Kler, gdy dotarły do mnie informacje o kolejnych kinach, w których wyrzucano tę pozycję z repertuaru. O czym ostatecznie jest ten film, przedstawiający ciemną stronę Kościoła?

Na początku muszę zaznaczyć, że to nie jest film o wierze, przynajmniej nie bezpośrednio. Tylko o ludziach, ich słabościach, grzechach, przestępstwach i chorym systemie, który przez lata ich chronił.

Kler – ludzka historia

Ten obraz to przede wszystkim bardzo dobrze opowiedziane historie. Z wyrazistymi postaciami, które mają ciemne i jasne strony. Żaden z głównych bohaterów nie jest jednoznacznie zły lub dobry. Opisuje ich cała paleta cech, które łączą się w wieloznacznych bohaterów.

Za to cenię Smarzowskiego. Pokazał obraz we wszystkich odcieniach szarości. Widać, że zło nie bierze się z niczego, tylko jest konsekwencją konkretnych wydarzeń w życiu człowieka lub księdza. Nie ma tu dogmatyzmu ani jednoznacznego potępiania, ale ciąg przyczynowo – skutkowy.

Poza obrazem wynaturzeń, przestępstw i zwykłych nadużyć, które doskonale znamy z doniesień medialnych, bo zapadły już w tych sprawach prawomocne wyroki. Smarzowski daje nam odrobinę nadziei, że księża i wierni, widząc tę masę błędów i ludzkich tragedii, zmuszą Kościół, jako instytucję, do gruntownych zmian i wyspowiadania się ze swoich zaniedbań.

Polskiemu Kościołowi zarzuca się, że nie rozliczył się ze swoich grzechów, tak jak to miało miejsce na przykład w Irlandii. Słuchając wypowiedzi niektórych polskich hierarchów trudno się z tym nie zgodzić. Mam nadzieję, że Kler, zmusi tę instytucję do skonfrontowania się ze swoją ciemną stroną. Bo w dużej mierze tworzą ją szlachetni i dobrzy ludzie, nie warto by na opinię o nich, wpływali przestępcy chcący schować się w ich szeregach.

Jeśli zastanawiacie się, czy warto iść na ten film, to według mnie zdecydowanie tak.

Jak pewnie zauważyliście, zmieniła się nazwa mojego bloga, a co za tym idzie domena. Planowałam to od dawna, ale dopiero teraz mogłam wprowadzić w życie. Ta strona od dawna ma niewiele wspólnego z butami, więc zmiany były nieuniknione. Jeszcze nie wszystko działa, tak jak bym chciała, ale to proces, więc staram się nie niecierpliwić. Dzisiaj też pierwszy raz mogę przywitać się z Wami jako Ewa Piotrowska.

Może spodoba Ci się też...